Hilary Akers

Stanowisko szefa kuchni to marzenie każdego kucharza, który chce się rozwijać. Czy po osiągnięciu tego celu istnieje kolejny etap kariery? Hilary Akers, holenderska szefowa kuchni, znalazła receptę na wypalenie zawodowe.

Zacznijmy od początku. Co cię zmotywowało, żeby związać swoje życie z kuchnią?
Miałam 23 lata i kilka lat studiów za sobą. Właściwie chciałam robić dwie rzeczy: zostać kierowcą taksówki albo być barmanką. Zaczęłam od pracy kelnerki, ale zdecydowanie nie było to moje ulubione zajęcie. Z coraz większym zaciekawieniem obserwowałam to co się dzieje na kuchni. Chciałam być częścią tego świata. W końcu nadszedł dzień, kiedy postawiłam wszystko na jedną kartę. Zgłosiłam się na profesjonalny kurs dla szefów kuchni. I tak zaczęła się przygoda mojego życia.

Co było dalej?
Po piętnastu latach ciężkiej pracy w różnych restauracyjnych kuchniach stanęłam przed wyborem. Mogłam dalej gotować albo zostać managerem. Z dnia na dzień pożegnałam się z posadą szefa kuchni. Była to jedna z najtrudniejszych decyzji w moim życiu, bo nie miałam planu co będzie dalej.

Skoro praca na kuchni była Twoim marzeniem, dlaczego z tego zrezygnowałaś?
Może to zabrzmi kontrowersyjnie, ale myślący szef kuchni często czuje się samotny w gwarnej kuchni.

To znaczy?
Bycie szefem kuchni, to nie tylko ciężka praca fizyczna, ale też wymagające intelektualne wyzwanie. To także praca zespołowa, gdzie dobrze jest, jeżeli inni podzielają twój styl pracy. Kiedy zaczynałam, nie spotykałam wielu kobiet – szefowych kuchni. Na mój widok zdumieni kucharze pytali: Co ty tu robisz, chyba pomyliłaś kuchnię z salą. Nie ma co ukrywać, to męski świat i w praktyce bycie kobietą bywa utrudnieniem Musiałam zaaklimatyzować się w świecie macho, zaakceptować reguły gry albo zmienić zajęcie. Faktem jest, że musisz pracować ciężej, jeżeli jesteś kobietą i chcesz żeby cię szanowano.

Jak zmieniło się twoje życie, kiedy przestałaś być szefową kuchni?
Nigdy tak naprawdę nie przestałam nią być. Czasami gotuję, ale już nie pod taką presją jak wcześniej. Takie gwałtowne zwroty w karierze nigdy nie są łatwe. Po tym jak ostatni raz miałam na sobie kitel szefowej, zrobiłam sobie długą przerwę. Chwilę później dostałam zlecenie na przetłumaczenie książki o historii jedzenia. Wybór padł na mnie, ponieważ znam się na kuchni i znam angielski i niderlandzki. Praca nad książką była na tyle interesująca, że postanowiłam, iż sama chcę zajmować się podobną tematyką. Rozpoczęłam studia na specjalizacji związanej z historią żywności. Oczywiście nie mogłam jedynie studiować, dlatego w międzyczasie prowadziłam kursy gotowania i degustacje win, pisałam przepisy. Moja współpraca z magazynami nabrała rozpędu. Polubiłam pisanie i pracę nad tekstem.

Czy trudno było ci się przestawić na inny tryb pracy?
Jeżeli pracujesz jako szef kuchni masz codzienny zastrzyk adrenaliny od której szybko się uzależniasz. Kiedy zmieniłam swoją profesję, każde pół godziny spędzone za biurkiem było dla mnie męką. Nie potrafię usiedzieć na miejscu. Nawet teraz, raz w tygodniu pracuję w ogrodzie z ziołami, który zaopatruje najlepsze restauracje w Holandii. Uwielbiam się fizycznie zmęczyć.

Jak na twoją decyzję zareagowali inni szefowie kuchni? Jakby nie patrzeć nagle stanęłaś po drugiej stronie barykady.
Muszę przyznać, że spotkałam się z pozytywnymi reakcjami. Szefowie kuchni mnie czytają, a co ważniejsze szanują. Wiedzą, że jestem wiarygodna. Trzeba przy tym podkreślić, że nie jestem recenzentem restauracyjnym. Jestem bardzo krytyczna i pewnie musiałabym napisać wiele niemiłych tekstów, dlatego wystrzegam się tej formy pisarskiej.

Znam twoje artykuły i wiem, że lubisz włożyć kij w mrowisko. Czy coś szczególnego ostatnio cię zdenerwowało?

Niedawno wpadła mi w ręce książka o gotowaniu dla mężczyzn. Tezy tam zawarte były na tyle szokujące, że napisałam artykuł o różnicach w postrzeganiu swojej pracy przez szefów kuchni obu płci.

O czym był?
Kobiety, z którymi pracowałam w kuchni nie bawiły się jedzeniem. Starały się uwypuklać składniki na talerzu, pozwalały by produkty same przemawiały do gościa. Mężczyźni w kuchni postrzegają siebie samych jako artystów, którzy chcą zaimponować gościom. W wywiadach możemy przeczytać, że wzorują się na kuchni babć i matek, ale rzadko kto w ten sposób gotuje. Jeżeli zapytasz szefa kuchni, gdzie stołuje się po pracy, odpowie ci, że lubi zjeść coś prostego, niezobowiązującego, rustykalnego. Może szefowie kuchni przyrządzają dania, których sami tak naprawdę nie lubią?

Czy twoja historia może być inspiracją dla innych szefów kuchni, którzy rozważają zawieszenie kariery?
Myślę, że nie dla każdego szefa kuchni będzie to możliwe. Kiedy zdecydowałam się na to by kontynuować edukację miałam już wykształcenie, które upoważniało mnie do studiowania na uniwersytecie. Najważniejsze, to nie bać się zmian. Ja też na początku byłam przerażona, ale moje zamiłowanie do podejmowania ryzyka było większe. Wyjście z własnej sfery komfortu może okazać się bardziej satysfakcjonujące, niż trwanie w pozornym zadowoleniu.

Tekst ukazał się w Magazynie Food Service (www.foodservice24.pl)



Możliwość komentowania jest wyłączona.