Ale Wino. Warszawa

Odwiedzając regularnie warszawskie restauracje trzeba uczyć się trudnej sztuki kompromisu – w końcu nie można mieć wszystkiego. Trzeba się nagimnastykować, żeby zjeść na świeżym powietrzu bez świstu przejeżdżających aut i wdychania spalin. Wbrew pozorom nie tak łatwo o proste i sezonowe jedzenie przyrządzone smacznie i z klasą. Trudno przy tym o kieliszek dobrze dobranego do potrawy wina w cenie, która nie zwali z nóg. Ciężko wyobrazić sobie takie miejsce w Polsce, a co dopiero w Warszawie i to jeszcze w centrum przy Mokotowskiej, która nie słynie z przyjaznego hasła „value for money”. Jeszcze ciężej o okraszenie całego anturażu restauracji bezpretensjonalnością, sprawną i zorientowaną obsługą, która na dodatek jest miła i uczynna.

„Ale Wino” było wcześniej winiarnią z przekąskami, teraz może pochwalić się pełniejszym menu. Szefem kuchni jest Sebastian Wełpa, który zdobywał doświadczenie w La Rottiserie u Pawła Oszczyka. W Ale Wino subtelnie zachęca się do smakowych poszukiwań, ale nie ma się pretensji jeżeli ktoś nie ma ochoty na eksperymenty. W karcie wypisanej białą kredą na tablicy znajdziemy także klasyczne pozycje jak: risotto z kurkami, łososia, czy policzek cielęcy. W sezonie letnim warto spróbować cukinii w tempurze z musem z bakłażana i koziego sera na czarnej soczewicy (25 zł) czy ravioli z selera, kalafiorem i truflą (26 zł). Prawdziwym hitem jest jednak przystawka z buraka, czarnych porzeczek, galaretki z bzu oraz cremu brulee z koziego sera z liściem nastrurcji. To dobry trop dla warszawskich gastronomów, którzy rozpaczliwie szukają sukcesu. W luźnej atmosferze trzeba traktować jedzenie poważnie.

Tekst ukazał się w Magazynie SMAK. Pierwsza wizyta w restauracji odbyła się w czerwcu 2014, dalsze wizytacje odbywają się regularnie.



Możliwość komentowania jest wyłączona.